25 marca 2015

Perfekcja

Czym jest perfekcja? Czy warto ją posiadać? Czy warto być perfekcyjnym?

idealność, niekwestionowana sprawność, biegłość w czymś, najwyższa doskonałość w wykonywaniu, robieniu czegoś idealnie.

 Perfekcja, powiadasz? Toż to istny nonsens. Może to drastycznie brzmi, ale taka jest prawda. Oczywiście na świecie znajdą się głupcy, którzy będą dążyć do perfekcji. Ale czym tak naprawdę jest perfekcja? 
Niczym. Zupełnie niczym. 
Nienawidzę tego słowa! Bycie idealnym oznacza brak rozwoju. Nie ma tam miejsca na kreowanie. Zatem mądrość czy umiejętności też nie są już potrzebne. Wiesz, co to oznacza? Dla nas, naukowców, artystów, perfekcja to również to samo co rozpacz. Nasze aspiracje nigdy nie mają końca, ale nie doprowadzają nas do perfekcji. Każdy artysta i naukowiec musi się zmierzyć z tym paradoksem i znaleźć w nim choć trochę sensu. Innymi słowy, przywiązując wagę do tak trywialnych rzeczy jak perfekcja, skazujesz się na porażkę.  


Dlaczego akurat piszę o perfekcji? Fascynują mnie rzeczy niemożliwe. 










 

19 marca 2015

ludzka natura



"-Pozwól, że podzielę się z tobą odrobiną doświadczenia. Od ponad dwudziestu lat rozmawiam z ludźmi, którzy mają rozmaite powody do tego, żeby kłamać albo mówić prawdę. Z winnymi i niewinnymi, z mordercami, kieszonkowcami, z kłębami nerwów i zimnymi rybami. Z tymi o niewinnych buziach dziecka i tymi o pełnych blizn twarzach łotrów, z socjopatami, psychologami, filantropami…
-Rozumiem, Andrew.
-…z Indianami i białymi. Wszyscy opowiadali swoją historię w jednym tylko celu: żeby im uwierzono. I wiesz, czego się nauczyłem?
-Że nie da się powiedzieć, kto kłamie, a kto nie.
-Właśnie!

Ludzka natura jest tak wielki nieprzenikniony las, które dogłębne poznanie nikomu nie jest dane. Nawet matka nie zna najgłębszych tajemnic własnego dziecka. "
 

Jo Nesbo, "Człowiek nietoperz"

18 marca 2015

Psie podziemie



 Są sprawy i rzeczy, w które już w ogóle nie wierze. Ale istnieją i takie, gdzie wierze połowicznie. Czyli czasem wydają mi się tak absurdalne, że nie mają prawa bytu. Lecz po chwili znajduje do nich wiele logicznych rozwiązań. Na przykład w ogóle nie wierze w wróżkę zębuszkę ani w to, że pieniądze szczęścia nie dają. Za to połowicznie wierze w to, że mój pies jest tajnym agentem. Naprawdę. Może należy do jakiejś tajnej organizacji, która zrzesza wszystkie psy świata. Są wielką podziemną metropolią i działają tuż pod  nosem człowieka. Zastanówcie się nad tym. 
Są takie chwilę w ciągu dnia, gdzie nasz pupil znika nam z oczu. Jednak my na to nie zwracamy specjalnej uwagi, bo wydaje nam się to dość nieciekawy aspekt, który zaśmiecałby nasze umysły. No bo tu na trzecią do dentysty, trzeba dzieci odebrać z przedszkola no i mleko się skończyło. Tyle spraw, więc proszę was łaskawie, o tym co mój pies robi w czasie wolnym już mnie nie interesuje. Ale powracając do meritum. Siedzą one w tych swoich budkach, pewnie mają wszędzie nadajniki komunikacyjne. A może pod zlewem, obok miski albo przy sedesie? Brzmi to dziwnie i abstrakcyjnie ale nie jest nie niemożliwe. Powstało wiele bajek i filmów o psich agentach, którzy ratują swego ukochanego człowieka ze szponów okrutnych kocurów. Takie filmy nie wzięły się znikąd. Pewnie nie mnie pierwszą nurtuje ta sprawa.
Teraz ciekawe czym taka organizacja by się zajmowała? Może testują nowe karmy albo smycze! W swoich psich laboratoriach. Zapewne mają konszachty z wielkimi koncernami produkującymi akcesoria dla pupili i tak się cały interes kręci. A może psy miały znaczenie w ważnych wydarzeniach historycznych? Piramidy, Stonehenge, rewolucja francuska? To byłby odlot. Właśnie, od ponad 70 lat brytyjska rodzina królewska upodobała sobie psy rasy corg. 


Bardzo inteligenta rasa. Przypadek? Nie sądzę.
Ciekawe czy w tej wielkiej strukturze istnieje podział ze względu na rasy. Może jest jakiś rodzaj psiego rasizmu? Niemożliwe, psy to inteligentne i dobre stworzenia (w przeciwieństwie do innych, bardzo nam bliskich) więc taka głupota jak rasizm wśród nich nie istnieje. 
Skreślam myśl.
Patrzę tak teraz na mojego psa, który leży sobie wygodnie na dywaniku i drzemie. Jest to ogromne psisko owczarka belgijskiego. Zastanawia mnie jaką rolę w tej swojej psiej firmie mógłby pełnić. Może jest takim Stevem, nosi kawę szefowi i jest popychadłem kolegów z pracy. Taki biedak, który nic na razie w życiu nie osiągnął ale jest przystojny i ma to coś. Wiecie o co mi chodzi, taki typowy Steve, przykładowy bohater komedii romantycznych. Na początku nie pozorny, a kończy jako podziwiany i lubiany, no i ta długonoga blondynka się w nim zakochuje. O rany, mam nadzieje, że mój piesio nie jest takim Stevem. A co jeżeli jest kimś wysoko postawionym i szanowanym?! Szefem, albo liderem z którego szczeknięciem się wszyscy liczą. A wy zbieracie kupy swoich psów, miziacie po brzuszkach i wyciągacie kleszcze. Wyciągacie kleszcza szefowi. Już sama nie wiem, gubię się w swoich myślach. Patrzę w kasztanowe oczy swojego psa. Nie jestem pewna czy to wzrok proszący o szynkę pomieszany z uroczą głupotą, czy wzrok proszący o szynkę pomieszany z ironicznym uśmiechem który mówi „Staaary, mamy głowice antyrakietowe na trzech kontynentach”. Nie wiem, nie wiem. Miałam kolejną myśl, kiedy moja psina poczłapała powoli do mnie, szturchnęła mnie mokrym nosem o kolana prosząc o chwilę uwagi. Głaszcząc umiejętnym ruchem tuż za uszkiem i widząc ten radośnie merdający ogon stwierdzam na końcu, że te stworzenia są aby je kochać. Dać im dużo ciepła i zrozumienia, a one odpłacą nam się z nawiązką.
Niech sobie spokojnie prosperuje psie podziemie. 

13 marca 2015

O jeny alieny



Czasem miewam "fazy" na dziwne tematy/zjawiska. Potrafię obejrzeć masę filmów dokumentalnych, przeczytać trylion artykułów, wejść w najciemniejsze skrawki internetu, kiedy przyczepiam się jednej rzeczy. Takie coś trwa u mnie, hm, góra tydzień. 
Materii było wiele. Na przykład o potworze z Loch Ness, czarownicach, diabłach, górach Harzu, abażury z ludzkiej skóry, chupacabra, grupa Diatłowa, niewyjaśnione budowle, odwiert SG-3, syreny, magia, duchy, masoni, plezjozaury, czarne dziury, piramidy i moje ulubione: rekiny ludojady oraz Kuba rozpruwacz.
Ale nie o tym dziś. 
Nie mogło się obejść bez UFO! Roswell, szaraki, kręgi w zbożu.. ah. 


Jak napadają mnie chwilę iście liryczne, patrze w niebo i myślę, czy jesteśmy sami we wszechświecie. Odpowiedź? 
Zacznę od tej strony. Kosmos jest duży. Bardzo duży. Cholernie wielki! Wyobrażasz sobie ten ogrom? No to właśnie taki, tylko pomnóż to jeszcze szesnaście razy. 
Nie wierze, nie ma takiej pieprzonej możliwości, że w tym ogromie nie znalazłaby się choć jedna planeta (niekoniecznie taka jak ziemia) gdzie powstało życie. Mogą to być, owszem nasze ulubione ludki z dużą głową:




Jak i te stereotypowe, stworzone przez kulturę:


Ale nie muszą.
Może są to istoty podobne do nas? Lub takie same. Podobna cywilizacja tylko, że mniej rozwinięta, na poziomie naszego średniowiecza, jak i supernowoczesna cywilizacja, której umysłem my, maluczcy, nie ogarniemy. 
Możliwe też, że w ogóle nie jest to coś podobne do człowieka. Może to wielkie śmierdzące gluty lub chodzące niebieskie trapezy. Cholera wie!
Ale na pewno coś jest. Kontaktowali się z nami? Może tak, może nie. Może dawno to już zrobili a rząd nie chcąc niepokoić ludzi nie ujawnia nic. Albo wiedzą o nas i nie chcą najzwyczajniej w świecie się z nami kontaktować. No bo popatrzcie w okół. Ja też bym wolała ukraść krowę (koniecznie amerykańskiemu farmerowi) niż próbować się skomunikować.






Ty kontra kosmos. Zamilcz.

9 marca 2015

Preludium


   Posiadam cechy pesymisty i optymisty. Po głębszych rozważaniach, dochodzę do wniosku, że świat nie ma sensu, życie nie ma sensu, ludzie są źli, niczego i nikogo nie lubię i ciebie też nie lubię. A z drugiej strony myślę, że przecież wszystko będzie dobrze, a świat jest piękny, jest tyle pięknych miejsc, pięknych ludzi, pięknych rzeczy a ja wszystko kocham i ciebie kocham.
   Jestem również niepoprawnym marzycielem i realistą. Mam wielkie marzenia oraz cichą nadzieje przechodzącą w przekonanie, że kiedyś się spełnią. Że przeżyje niesamowitą przygodę, zostanę sławnym reżyserem i doświadczę romantycznej miłości. A z drugiej strony to pragnę przeciętnego życia, skromnego i pełnego pokory. Bo niby dlaczego nie? Minimalizm myślowy nie wydaje się być tak zły.

Teraz zbliżamy się do prawdziwego preludium.

O co w ogóle chodzi? Właśnie. Apoteoza zmarnowanego czasu.
Zmarnowany czas? Na co? Na myślenie.
O czym? O wszystkim. O ważnych rzeczach i o tych bez sensu. 
Ale ktoś zaraz powie: ej, ej. Przecież myślenie jest dobre, wychodzi z mody więc myśl ile chcesz, doceniam obywatelu towarzyszu.
No tak, ale jak zawrze na tym blogu wszystko co w mej parszywej głowie siedzi, nie ręczę za siebie.
Myśli. Napadają mnie różne myśli. Oto ostatnie z nich.

      1.Wszyscy mogą to ja nie mogę? Ah te wspaniałe wzniosłe myśli.. dopadły mnie. Ze życie jest jedno! Chwytaj dzień, carpe diem! Zrób coś w swoim życiu, co ci zależy. Nikt nie będzie się przejmował za sto lat. No nikt nikt! Zrób co pragniesz, możesz umrzeć za 50 lat, 50 dni czy 50 godzin. I ostatnie tchnienie będzie smętnym jękiem, że żyło się życiem niespełnionym. Więc coś krótko mówiąc mnie jebnęło i założyłam bloga. A tak o, aby pisać. Bo lubię pisać i chcę pisać. I nie mam za dużo nadziei, że będę miała tłumy czytelników ale może w trakcie tej wędrówki odnajdę samą siebie? Nabiorę klarowności. 
      Sama dla siebie.
      2. Eh.. po co ci to. Bądź obserwatorem, siedź cicho. Jakiś blog. A po co to komu, marnowanie czasu i energii. Wyśmieją cię, pomyślą krzywo. Przestań, żałosne. 
Przestań.

 No i właśnie. Z powodów wymienionych w punkcie 1 wchodzę z buciorami w blogosferę i będę "pisać, ah pisać"
A przez punkt 2 będę miała chwilę zwątpienia; nie będę dodawała nic.
Mam nadzieje, że 1 punkt bardziej utrzyma się w mojej głowie. Chodź widmo 2 będzie mnie szturchało cały czas.
Więc.. Bonjour! Youkoso! Welcome!


A na koniec tego początku dodam jeden z moich ulubionych obrazów jednego z moich ulubionych artystów.
Płonąca żyrafa zawsze dobra. Zawsze.