23 czerwca 2015

Wywiad ze zmorą


-Witaj Zmoro. Bardzo cieszę się, że w końcu zdecydowałeś się na ten wywiad.
-Selamat pagi!
-Słucham?
-Selamat pagi. To znaczy „dzień dobry” po indonezyjsku.
-Umiesz mówić po indonezyjsku?
-Nie za bardzo. Znam tylko parę podstawowych zwrotów.
-To ciekawe. Dlaczego akurat indonezyjski?
-A dlaczego nie? Przyznaj, że nigdy nie spotkałaś kogoś kto umiałby powiedzieć coś po indonezyjsku. 
-Racja, nigdy nie spotkałam kogoś, kto umiałby powiedzieć coś po indonezyjsku.
-No właśnie. Ogólnie uważam, że warto uczyć się języków obcych. 
-Przepraszam, że o to spytam.. ale po co Zmorze taka wiedza?
-Ach.. wy ludzie właśnie tacy jesteście. Myślicie,że wszystko jest tylko dla was, bo niby jesteście normalni? Śmiertelni? Dla mnie na przykład jesteście bardzo ograniczeni. Ja, Zmora wiem jak jest "dzień dobry" po indonezyjsku. Dziwne! Ale nie jest dziwne, że ty człowiek tego nie wiesz? Według mojej skali normalności, właśnie to jest okropnie dziwne. Przecież tobie znajomość indonezyjskiego bardziej pasuje niż mi bo..
-Przepraszam, przepraszam! Nie chciałam Zmory urazić czy coś..
-Wiem, że nie chciałaś. Ale zawsze mnie irytuje jak ktoś tak mówi. Nawet my Zmory korzystamy z uciech dzisiejszego świata. Lubie czekoladowe rożki, filmy z Tomem Hanksem i zawsze odrywam te takie plastikowe zawieszki od długopisów.
-Plastikowe zawieszki od długopisów?
-Tak. Nie noszę koszul z kieszonką więc i tak nie miałbym gdzie je wsunąć.
-W sumie racja. Jeszcze raz przepraszam, czy moglibyśmy zacząć nasz mały wywiad?
-Proszę bardzo.
-Dziękuje. Na początku chciałabym spytać, co się stało, że w końcu zmora przyjęła zaproszenie na to spotkanie?
-Nasza społeczność jest dość hermetyczna. Przez to zmory wydają się tajemnicze, niespójne i pełne sprzeczności. Uważam, że w końcu trzeba odpowiedzieć na niektóre pytania.
-Ogólne pojęcie zmory ma bardzo wymiar ludyczny.
-Czyli nie tylko ja to zauważyłem. Racja, wiele informacji ludzie czerpią z przypowieści ludowej. Trzeba przyznać, że wiele rzeczy się zgadza ale i też sporo się zmieniło.
-Na przykład?
-Rzekome sposoby na odpędzenie nas. Kiedyś smarowano się czosnkiem, rysowano kredą jakieś dziwne symbole lub spało się z wodą święconą.
-I mam rozumieć, że to nie działa?
-No jasne. Czosnek? Nie jesteśmy wampirami. Choć ktoś ostatnio mi mówił, że to bujda z tym czosnkiem. Lecz dla pewności radziłbym pani samej to sprawdzić.
-Tak i kiedyś zrobię. Ale powracając do tych sposobów. Czy istnieją jeszcze jakieś, które są kompletnie nieskuteczne?
-Oj, wiele tego jest! Na przykład ułożenie się do snu na odwrót. W sensie nogi tam gdzie zawsze głowa, a głowa tam gdzie nogi.
-I nie działa?
-Nie jesteśmy aż takimi idiotami. Co za problem samemu się przekręcić?
-Yhm. A metoda z lustrem?
-Też bez sensu, kto to w ogóle wymyślił? Że niby mamy spojrzeć w lustro i samych siebie przestraszyć? Przyznam, zmory są specyficznej urody i raczej na okładkę magazynu modowego nikt by nas nie wziął ale aby lękać się samych siebie, to już przesada.
-Dobrze, może przejdziemy do metod, które działają. Na przykład z chlebem i masłem.
-Będzie to nieco jak strzał w kolano, no ale niech stracę. Ach tak.. chleb i masło. Zmora w dzisiejszych czasach nie dałaby się skusić na kanapkę, ale kiedyś tak było. Działa to w taki sposób, że zmora uszanowawszy życzliwość człowieka dała mu spokój. Kolejny sposób; znany mi tylko z opowieści starszych, na szczęście sam na to nie trafiłem; to kiedy człowiek śpi z czymś ostrym np. szpilką lub nożem skierowanym ku górze. Wtedy siadało się i.. ała.
-To z pewnością nieprzyjemny ból. A co z opowieściami, kiedy to zmory ponoć kradły mleko i plątały grzywy koniom?
-Ech, te starsze pokolenie.. Nie zaprzeczam, że takie rzeczy mogły mieć miejsce. Tłumaczymy to jako efekt nudy naszych przodków, którzy byli bardzo psotliwi. Dzisiaj można znaleźć więcej rozrywek niż plątanie warkoczyków koniom, proszę mi uwierzyć.
-Tego się nie spodziewałam! Czyli zmory też może nawiedzić nuda?
-Oj może, może. I to bardzo powszechny problem. Dlatego próbujemy rozmaici naszą „działalność”. Przychodzimy pod różnymi postaciami, z różnymi twarzami. Czasem krzyczymy a innym razem milczymy. Uśmiechamy się za szeroko i szczerzymy kły za szkaradnie. Głaszczemy, kąsamy i smakujemy.
-Hehe… nie chciałabym być ofiarą znudzonej zmory.
-Racja, nie chciałabyś.
-Kolejne pytanie dotyczy ofiar. Jest jakieś kryterium przy ich doborze?
-Pod tym względem jesteśmy bardzo „solidarnymi” bytami. Nie dzielimy na płeć, wiek, narodowość, religię, orientacje  czy wygląd. Każdy się nada.
-Czyli nie jesteście wybredni?
-To określenie jest nieco uwłaczające. Zmora może przydarzyć się każdemu, ponieważ każdy człowiek chowa w sobie lęki i strachy, czasem nie będąc tego świadom. Może być to najodważniejszy żołnierz, pobożny staruszek czy łowca krokodyli. Każdy człowiek chowa lęk, każdego można przestraszyć..
-Więc jaką rolę w tym wszystkim odgrywa człowiek?
-Zależy to od jego psychiki. Może się zdarzyć, że ktoś będzie o zdarzeniach poprzedniej nocy myślał cały dzień, szukał rozwiązań, bał się.. bał się tak bardzo, że nie chce iść spać następnej nocy. Z drugiej strony, może znaleźć się taka persona, która szybko o zdarzeniu zapomni, nie będzie się tym głęboko interesować. Dlatego też my, Zmory jesteśmy niejednoznaczne, zawsze inne. A to wszystko przez was, ludzi. Większa rola leży z waszej strony: to jak nas ujrzycie, jak nas zapamiętacie i czy będziecie chcieli nas badać.
-Czy zmora chcę aby człowiek bardzo się bał? Czy chcecie aby każdy sen rozpoczynał się obawą?
Odpowiedzią na to pytanie był tylko szeroki uśmiech zmory.
-Czy ta sama zmora odwiedza tego samego człowieka?
-Nie. Nie wolno nam siadać dwa razy na tą samą osobę.
-Czy ma to związek z przyzwyczajeniami?
-Przykro mi, ale to jeden z tematów, na który nie mogę się głębiej rozwodzić.
-Dobrze, a więc nie ciągnijmy tego. Hm… możesz coś wspomnieć o tych powiedzeniach, że zmorą może stać się siódma córka? Lub najmłodsze dziecko w rodzinie?
-Może być to siódma córka, szósta, piąta.. dziewiętnasty syn.  
-Nie ma to znaczenia?
-Żadnego!
-A jak to jest z duszami samobójców?
-To z kolei zbyt zagmatwany temat.
-Aha. A płeć? Często spotykałam się z wyobrażeniem zmory jako kobiety.
-Powtórzę nieco to co powiedziałem. To dużo zależy od was, jak nas postrzegacie.
-Nie jest uwarunkowane to tym czy dusza należała do kobiety czy mężczyzny?
-Oho, chyba się nie rozumiemy. Po pierwsze: dusza jest bezpłciowa. Wie pani dlaczego? Bo nie ma to znaczenia i nie powinno mieć znaczenia. Dusza nie musi wiedzieć akurat tego, czy ciało w którym mieszkała miało penisa  lub waginę. Duszy nie są potrzebne takie informacje. Niepotrzebne informacje są usuwane. A nawet nie, one nigdy nie są gromadzone. Po drugie: nie istnieje reguła, mówiąca, że zmora to duch zmarłego człowieka. Może tak być, ale często tak nie jest.
-Więc.. czym jesteście?
-Hahahaha. Ludzie, ludzie. Sami nie wiecie czym wy jesteście. Pierwej poznajcie sens swojego istnienia, później zadawajcie nam takie pytania.
-Przepraszam czy to..
-Nie, nie. Spokojnie karmelku, po prostu nieco mnie rozbawiłaś. Zostały Ci jeszcze jakieś pytania?
-Tak, na koniec zostawiłam.. tak myślę, że temat tabu..
-Chyba wiem o czym myślisz.
-Jak ustosunkujesz się do paraliżu sennego?
-Wiedziałem! Eh, był piękny czas dla zmór. Henry Fuseli i jego wspaniały obraz „Koszmar” aż tu nagle XX wiek i wszystko pieprznęło! Znaleźli się naukowcy, psychologowie od siedmiu boleści.. badania, hipnozy i ciągi cyfr, pfu!
-Widać, że nie jest to dla was przyjemny temat.
-Wybacz, ale teraz podchodzę bardzo osobiście do tego wszystkiego. Ale wiesz czym się zawsze pocieszam?
-Hm?
-Widokiem twarzy takie psorka racjonalisty, do którego przychodzę w nocy. Ha! Wtedy nie jest już taki cwany i rozważny. Niejeden magister miał lepkie od zimnego potu czoło po spotkaniu ze mną.
-Czyli nie dajecie się powszechnym psychoanalizom?
-Trzeba jakoś sobie radzić.
-Racja. To byłoby na tyle. Bardzo dziękuje za ten wywiad, było mi niezmiernie miło.
-Mi również! Było to dla mnie nowe doświadczenie, nie zawiodłem się. Ja też dziękuje i polecam się na przyszłość.

Dobranoc 




14 czerwca 2015

Dziennik z wyciszenia #2



Dziś przyjechał mój przyjaciel. Mój przyjaciel jest moim całkowitym przeciwieństwem. Jednak te różnice w ogóle mi nie przeszkadzają. Lubię spędzać z nim wolny czas. Mój przyjaciel bardzo dużo mówi.  Wtedy  bardzo uważnie go słucham, czasem uśmiecham się i potakuje. Jeżeli mówi na temat, na który się nie znam lub na który nie mam nic konkretnego do powiedzenia: milczę. Jeżeli kontekst rozmowy jest mi dobrze znany, odzywam się. Wtedy to on milczy i uważnie mnie słucha. Czasem zastanawiam się dlaczego taka osoba poświęca swój czas dla mnie. Może te różnice również nie mają znaczenia dla mojego przyjaciela. 


Wieczorem nastała chwila rozmyślań. Doszedłem do wniosku, że całe życie za dużo pracowałem. Robiłem więcej niż było potrzebne. Zarabiałem za dużo niż było mi potrzebne. Ktoś pomyśli: dziwne, zawsze pieniędzy jest za mało. Otóż dla mnie nie. Nie mam wielkich wymagań życiowych. Nie mam dzieci, żony ani psa. Nie potrzebuje najszybszego, najlepszego auta ani najnowocześniejszego, drogiego i ogromnego domu. Jestem ja jeden, więc auto które sprawnie i przeciętnie jeździ jest moim jedynym wymogiem. Jestem ja jeden, więc jedna kuchnia, jedna łazienka, jedna sypialnia i pokój gościnny mi wystarczą. A nawet to za dużo, ponieważ nie przyjmuje gości. W kwestii ubioru jest nieco inaczej. Mam naprawdę minimalną ilość ubrań ale dobrej jakości. Kupowanie co chwila ubrań jest bardzo kłopotliwe. 
Mógłbym naprawdę długo wymieniać moją małą codzienną prozę życia ale pójdę się położyć.
Jest bardzo późno i bardzo chcę spać..


4 czerwca 2015

Dziennik z wyciszenia #1



Tutaj jest bardzo pięknie. Jestem w Tutaj. W Tutaj dzisiejsza noc nie należała do spokojnych. Deszcz na zmianę z porywistym wiatrem wariował za oknem. Miałem mały problem ze spaniem. Kiedy budził mnie deszcz, usypiał mnie wiatr. Ta istna sinusoida za skutkowała okropnym niewyspaniem.   
Rano zrobiłem bardzo dokładnie trzy serie ćwiczeń rozciągających. Umyłem sumiennie wszystkie zęby i wyczyściłem uszy. Na śniadanie zjadłem grzanki z dżemem porzeczkowym i wypiłem słabą kawę.

Dziś postanowiłem zbadać najbliższą okolice. W końcu spędzę Tu trochę czasu. 

Tutaj wszystkie ścieżki są mniej wydeptane. Drzewa wydają się masywniejsze, ich liście grubsze, soczyste i zielone. Tafla jeziora mieni się odcieniami szarości. Idealnie pasuje do brudnego piasku, pełnego łabędzich odchodów. Nigdy nie przypuszczałem, że łabędzie gówno jest porównywalne wielkością do gówna małych psów. Duży łabędź, mały pies. 

Ciekawym obiektem w okolicy są ruiny budowli na kształt małego zamku. Rude gołe cegły zachęcają mnie do eksploracji zgliszczy, lecz tabliczka z krzyczącym hasłem "UWAGA GROZI ZAWALENIEM" nieco onieśmiela moje chęci. Jeszcze nie wiem czy posłucham chorej ciekawości czy zakazu.

Chciałbym zobaczyć więcej. Tutaj jest bardzo wielkie w swojej maleńkości. Lecz czuje, że na dziś wystarczy. Wydaje się, że to mało ale jest dużo.. dużo zanadto. Mam nadzieje na odnalezienie ciszy. Tak, to dobre miejsce do szukania ciszy.  


3 czerwca 2015

Dziennik z wyciszenia #0



Bardzo trudno jest odnaleźć prawdziwą ciszę. Sceptycy mówią nawet, że prawdziwa cisza w ogóle nie istnieje. Zmechanizowany, nowoczesny świat jest bezlitosny dla ciszy. Maszyny i ludzie komponują partytury nienaturalnych dźwięków. Trzeba uciekać. 

Na łonie natury też nie jest za milcząco. Śpiew ptaków, szept wiatru liżącego zboże czy bzyczenie tłustych bąków. Przyroda żyje własnym rytmem, nie będzie dla mnie zamykać ust. Ale za to ja mogę zamknąć uszy. Trzeba uciekać.

Hałas. Z zewnątrz żadnych dźwięków,  lecz wnętrze krzyczy. Myśli są tak głośne, wspomnienia zbyt wyraźne a strachy i zmartwienia zaczynają nabierać namacalnych kształtów. Gdzie uciec..